Warszawa, marzec 2026
Dear Lucy,
Obserwuję, słucham, rozmawiam i dużo, naprawdę dużo, myślę. To jest zarówno moja zaleta jak i wada, bo są takie dni, kiedy chciałabym na moment po prostu się wyłączyć. Takie chwile ciszy są jak zbawienie, bo wtedy, paradoksalnie, można najwięcej usłyszeć. Najczęściej to właśnie w takich momentach pojawiają się w mojej głowie tematy, którymi chcę się z Wami dzielić. Mój notes jest pełen różnych luźnych myśli, które potem (chyba nie do końca sama wiem jak) ubieram w słowa, wpatrując się w ekran laptopa. Czasem jest też tak, że to, co tutaj czytacie, wychodzi od Was – znamy się czy nie, jesteście wartością dodaną dla mnie i mojej twórczości. Możecie nawet nie zdawać sobie z tego sprawy, bo nie raz zdarzyło mi się przypadkowo dostrzec coś, co z boku może wyglądać jak zwykła rozmowa, lecz dla mnie ma w sobie coś więcej. Tak zwane drugie dno to moje guilty pleasure. Lubię patrzeć na jakieś sytuacje z różnych perspektyw, w rozmowie zwracam uwagę nie tylko na słowa, ale głos, spojrzenie, mowę ciała. Mogę śmiało stwierdzić, że nie potrafię ocenić czegoś zero-jedynkowo, bo wydaje mi się to być trochę krzywdzące, świat w końcu (wbrew temu, co niektórzy sądzą) nie jest czarno-biały.



Świat, w którym żyjemy, na całe szczęście jest kolorowy, żywy i do tego bardzo chaotyczny. Żyjemy tak, jakbyśmy faktycznie do dziś odczuwali skutki tej historii o Wieży Babel – ludzie rozproszeni po świecie, niebędący w stanie się porozumieć. Na pomoc przychodzi nauka języków obcych, dzięki czemu możemy choć trochę poszerzyć swoje horyzonty. Na świecie obecnie istnieje ponad 7 000 języków, jednak prawda jest taka, że każdy z nas mówi swoim własnym. Chyba jedynym rozwiązaniem, by dobrze ze sobą żyć – jeśli tego właśnie chcecie – jest wzajemna nauka „języka obcego”.
Już od miesiąca wysyłam do Was te wyjątkowe pocztówki, które każdy może odbierać na swój sposób. Ludzie, którzy znają mnie prywatnie, mogą wręcz słyszeć to jak wypowiadałabym te zdania na głos. Moja siostra za to zasiała w mojej głowie taką myśl, że właśnie dlatego zupełnie inaczej mogą odbierać moje teksty Ci, dla których jestem po części anonimowa. Nie pozostaje, więc nic innego jak dalej się tutaj poznawać. Dla mnie to dość ciekawe doświadczenie, bo w życiu prywatnym nie jestem fanką budowania relacji przez pisanie wiadomości. Zdecydowanie wolę spotykanie się z ludźmi na żywo, długie rozmowy i to najlepiej przy pysznym jedzeniu. Jednak czuję, że może tutaj to niekoniecznie my mamy się nawzajem odkrywać.

Aby poznać innych, trzeba najpierw poznać samego siebie. Takie słowa powtarzane są w różnych wersjach już od wielu, wielu lat. Myślę, że nie bez powodu. Z resztą sama odczułam ich sens na własnej skórze. Kiedyś terapeutka zapytała mnie, czemu nie pozwalam innym ludziom mnie naprawdę poznać. Zauważyłam, że nieświadomie tworzę dystans między sobą a innymi, nawet bliskimi mi osobami. Miałam jakąś blokadę, a może to był strach przed brakiem akceptacji, odrzuceniem, a może wręcz przeciwnie, że ktoś będzie chciał być blisko mnie. Najbardziej intrygujące było to, że w innych szukałam autentyczności, a sama miałam z nią problem.
Autentyczność to prawdopodobnie najbardziej doceniana przeze mnie cecha u ludzi. Sama długo pracowałam nad tym, by móc ją rzeczywiście wprowadzić w swoje życie, bo odkąd poczułam, że noszę niewygodne, ciążące mi maski, postanowiłam się ich raz na zawsze pozbyć. Ale żeby być autentycznym musimy wiedzieć, co to w ogóle dla nas znaczy. Jeśli mam być sobą to znaczy kim? Kiedyś rozmawiałam o tym z przyjacielem i zapytałam go, czy uważa, że mnie zna. Zawahał się zanim odpowiedział, a musicie wiedzieć, że był jedną z najbliższych mi wtedy osób. Zamurowało mnie, jak usłyszałam słowa „nie wiem, jaka jesteś”. To było smutne i przerażające, ale potrzebne. Szczerze mówiąc, skąd ktoś miał to wiedzieć, jeśli ja nie wiedziałam. I tutaj mamy clou problemu – dopóki nie wiesz, kim jesteś, nie możesz być autentyczny.
Ostatnio znalazłam dwa cytaty, które razem stanowią doskonałe podsumowanie tych rozważań. Amerykański pisarz Richard Paul Evans powiedział, że „z ludźmi jest jak z książkami, dopóki ich nie otworzysz, nic o nich nie wiesz”. Natomiast „najważniejsza książka, jaką możesz przeczytać, jest o Tobie” – to już słowa norweskiego autora Erlinga Kagge. Czy te dwie, niezależne od siebie, myśli nie ujmują w słowach tak obrazkowo i jasno, co jest naszym zadaniem? Kluczem jest otworzenie się, pozwolenie innym na zbliżenie do siebie i pokazanie prawdziwego „ja”. Wiem, że czasem ciężko jest nawet przed sobą się otworzyć, nie udawać. Ale podpowiedź jest w dalszym ciągu wypowiedzi Kagge – chcąc nie chcąc „ta książka jest otwarta”. Nam pozostaje tylko zacząć ją czytać.

Odkąd zaczęłam pisać, udało mi się dotrzeć do takich cząstek mnie, o których albo nie wiedziałam albo nie chciałam ich poznawać. Może nie jest to zawsze łatwe i przyjemne, ale kiedy myślę o tym, że nie tylko ja przechodzę takie momenty w swoim życiu – robi się jakoś lżej. Taki był – i wciąż jest – cel tych pocztówek. Zaczęło się od tych prawdziwych, papierowych, które wysyłam z podróży do małej Lucy, mając nadzieję, że może kiedyś odnajdzie w nich trochę otuchy, zachęty i zrozumienia. Tu, wirtualnie, wierzę, że tworzę taką przestrzeń dla Was, a właściwie dla nas. Z początku myślami byłam przede wszystkim przy młodych dorosłych, którzy przekraczają na tym etapie dość wysoki próg w życiu, o który łatwo się potknąć, a trudniej po takim upadku wstać. Jednak z biegiem czasu stwierdzam, że wszyscy mogą być adresatami pocztówek, bo jestem pewna, że każdy przeszedł, przechodzi lub przejdzie podobne doświadczenia. W końcu każdy z nas żyje pierwszy raz.
W tej pocztówce, która akurat nie jest z dalekiej podróży po świecie, a raczej w głąb siebie, celowo zamieściłam sporo zapożyczonych myśli, które bardzo mnie zainspirowały. Zostawię na koniec jeszcze jeden cytat, bez mojego komentarza, którego zdecydowanie nie wymaga. Powiem tylko, że jestem ogromnie wdzięczna każdemu z Was, którzy w ciągu tego miesiąca poświęcili swój czas na poznanie mojego świata. Ciekawa jestem, jak wygląda Wasz?
„Tylko dzięki sztuce możemy wyjść poza siebie, dowiedzieć się, co widzą inni z tego świata, który nie jest taki sam, co nasz. […] Dzięki sztuce, zamiast widzieć jeden świat – nasz – widzimy, jak świat się pomnaża. Ilu jest bowiem oryginalnych artystów, tyloma dysponujemy światami.”
M. Proust
Pozdrowienia z Warszawy!

P.S. The Dear Lucy ma już miesiąc. Czy w takim czasie da się kogoś dobrze poznać? Możliwe. Ważne, żebyśmy za szybko się nie zniechęcili, bo tak jak w książkach – nigdy nie wiadomo, co kryje się na następnej stronie.


